Muzeum w Kadrze: czyli fotografuj, nie pstrykaj

Protokoły PCK dotyczące ekshumacji zwłok ofiar rzezi Woli w Muzeum Powstania Warszawskiego w Warszawie. Autor zdjęcia: Adam Kliczek Protokoły PCK dotyczące ekshumacji zwłok ofiar rzezi Woli w Muzeum Powstania Warszawskiego w Warszawie. Autor zdjęcia: Adam Kliczek
02 Kwi
2015

W niedzielę 29. marca wziąłem udział w pierwszym spotkaniu z cyklu "Muzeum w Kadrze: czyli fotografuj, nie pstrykaj". To zajęcia organizowane przez Muzeum Powstania Warszawskiego poświęcone powstańczym sprawozdawcom wojennym, połączone z warsztatami prowadzonymi przez artystę fotografika Zbigniewa Furmana. Dodatkowo na czas trwania warsztatów uczestnicy mieli możliwość wypożyczenia obiektywów firmy Sigma.

Pierwszą część spotkania poprowadził Michał Komuda - zastępcą kierownika Działu Edukacyjnego Muzeum Powstania Warszawskiego. Przedstawił, jak w 1942 roku w okupowanej Polsce powstał Referat Fotograficzny BIP KG AK, zajmujący się dokumentowaniem działań polskiego ruchu oporu i represji wprowadzanych przez okupanta. Wykładowcy Referatu prowadzili szkolenia dla kandydatów na fotoreporterów – Fotograficznych Sprawozdawców Wojennych (FSW). Do pracy otrzymywali oni małoobrazkowe aparaty reporterskie marki Leica, a wykonane zdjęcia przekazywali do laboratorium fotograficznego Wydziału Propagandy przy ul. Śliskiej 6/8 (po wybuchu powstania zostało przeniesione na ul. Mazowiecką 8). 

Najintensywniejsze działania sprawozdawców skupiły się wokół wydarzeń powstania warszawskiego w 1944 roku. Ich pracą rządziły trzy podstawowe zasady:

  • Fotoreporter wojenny musi być wszędzie, najczęściej na pierwszej linii frontu, a nawet przed pierwszą linią obrony.
  • Filmy muszą być wywołane możliwie natychmiast po zrobieniu zdjęć.
  • Negatywy należy chronić w pierwszej kolejności, przed własnym życiem.

x Lokajski Atak na Esplenade 1944Powstanie warszawskie, 3. sierpnia 1944: Natarcie na lokal "Esplanada" na rogu Sienkiewicza i Marszałkowskiej. Atak dokonany przez żołnierzy Kompanii "Koszta". Autor zdjęcia: Eugeniusz Lokajski (1908–1944), źródło: Wikimedia Commons (PD)

Każdy film oddawany do laboratorium musiał być opatrzony opisem zdarzeń, miejscem, datą i pseudonimem. Liczba fotografów czynnych w tym czasie jest trudna do oszacowania - zakłada się, że było ich około 50 i wykonali w sumie kilka tysięcy zdjęć. Najbardziej znani to: Sylwester Braun "Kris" (ok. 3000 zdjęć), Joachim Joachimowicz "Joachim" (ok. 500 zdjęć) i Eugeniusz Lokajski "Brok" (kilkaset zdjęć).

Fotografie wykonane na froncie były publikowane w gazetach ("Biuletyn Informacyjny", "Warszawa Walczy", "Polska Ilustrowana"), gazetkach w świetlicach organizacji "Pomoc Żołnierzowi" i wykorzystywane do dokumentacji. Warto wspomnieć tu Jana Nowaka-Jeziorańskiego, który podczas powstania warszawskiego pobrał się z Jadwigą Wolską ps. "Greta" - ich ślub był odprawiony w przerwie między pogrzebami i trwał zaledwie 7 minut. W przeddzień kapitulacji powstania warszawskiego na rozkaz gen. AK Tadeusza Bora-Komorowskiego małżeństwo przedarło się do Londynu, ratując setki dokumentów, zdjęć i filmów nakręconych w czasie powstania.

Na koniec prezentacji Michał Komuda zaprezentował cytat Tadeusza Cypriana, który w przedmowie "Podręcznika fotografii amatorskiej" (1933) napisał: "niejeden artysta, specjalista i fachowiec był kiedyś takim to pstrykaczem". I w tym miejscu wykład w temacie "fotografuj nie pstrykaj" rozpoczął Zbigniew Furman - artysta zajmujący się fotografią zawodowo od roku 1969, członek ZPAF, autor licznych wystaw indywidualnych, kierujący przez lata zespołem działu foto tygodnika „Wprost".

Muzeum w Kadrze 1423Zbigniew Furman opowiada o pułapkach kompozycji centralnej. Autor zdjęcia: Adam Kliczek

Pan Furman od 8 lat jest fotografem w Muzeum Powstania Warszawskiego. Prowadzony przez niego warsztat miał za zadanie zachęcić uczestników do bardziej refleksyjnego robienia zdjęć. Zaczął od ciekawego wyjaśnienia, że dobry aparat nie gwarantuje świetnych efektów:

"Nieważne jest, czym się fotografuje. Ważne żeby aparat było odpowiedni do tego, czego się spodziewam po swojej fotografii. Aparat jest wyłącznie narzędziem, jest przedłużeniem mózgu. Gdyby ktoś kupił mi wieczne pióro za 100 tysięcy dolarów, nie dostałbym Nobla z literatury, ponieważ nie umiem pisać książek. Podobnie jest z fotografią. Gdyby jakość i cena aparatu miały znaczenie, najwybitniejszymi fotografami na świecie byliby szejkowie arabscy, bo ich stać na wszystko. A tak jednak nie jest."

Pan Zbigniew zaprezentował kilka ciekawych zdjęć ze swojego projektu - od dłuższego fotografuje znaki Polski Walczącej w Warszawie. Używa do tego starego analogowego aparatu małoobrazkowego z tanim obiektywem stałoogniskowym. (Co ciekawe, aparat naświetla również perforację kliszy.) Mówił, że trzeba dobrze przemyśleć, jaki sprzęt jest potrzebny do preferowanego przez nas rodzaju fotografii - zarówno korpus jak i obiektywy.

Nie można liczyć na to, że zaawansowana elektronika współczesnych aparatów wykona pracę za nas: "Włączamy autofocus, automatykę ekspozycji i... wszystkim wychodzą takie same zdjęcia. Z zespołu człowiek-aparat to jednak człowiek jest mądrzejszy i lepiej, żeby aparat nie sterował tym, jakie fotografie zrobimy." Dlatego bardzo ważna jest nauka zagadnień związanych z techniką - to pozwala na świadome osiąganie zamierzonych efektów. Podczas spotkania zostały omówione następujące zagadnienia:

  • jak czytamy obraz - wzrok szuka najpierw na obrazie twarzy bądź postaci człowieka. Robi to tak, jak czytamy, czyli od lewej do prawej i z góry na dół.
  • złoty podział - większość aparatów umożliwia nałożenie na zdjęcie siatki złożonej z dwóch linii pionowych i dwóch poziomych. Miejsca przecięcia tych linii są nazywane mocnymi punktami - najważniejsze elementy zdjęcia powinny znaleźć się w jednym z nich. Ideałem jest kompozycja trójkątna, gdzie trzy najważniejsze elementy zdjęcia znajdują się w trzech mocnych punktach.
  • kadrowanie - zamiast przycinać zdjęcie podczas obróbki, warto poświęcić nieco czasu na precyzyjne dobranie obszaru kadru jeszcze przez wciśnięciem spustu migawki
  • głębia ostrości - od wartości przysłony zależy, czy wyodrębnimy obiekt z tła, czy uczynimy wszystkie elementy kadru ostrymi. Im mniejszy "otworek" w obiektywie, tym większa głębia ostrości. U "pstrykaczy" wszystkie zdjęcia są takie same, bo nikt nie operuje głębią ostrości.
  • świadomy wybór ogniskowej - istotny zwłaszcza, jeśli wykorzystujemy obiektyw typu zoom. Długie ogniskowe powodują pozorne zagęszczenie odległych elementów, a obiektywy szerokokątne powodują wyodrębnienie obiektu znajdującego się na pierwszym planie. Dodatkowo ogniskowa wpływa na głębię ostrości - jest ona znacznie większa przy obiektywach szerokokątnych, a znacznie mniejsza przy teleobiektywach.
  • świadome używanie autofocusa - często mniej zaawansowane aparaty lub droższe modele pracujące w trybach automatycznych ustawiają ostrość głównie w środkowym punkcie zdjęcia. Przekłada się to na mało dynamiczny kadr, w którym temat zdjęcia znajduje się w pozycji centralnej. Odpowiednie ustawienie punktu focusa w połączeniu z małą głębią ostrości powinno służyć do zaakcentowania wybranego elementu zdjęcia i warto nad tym panować.
  • ręczne ustawianie balansu bieli
  • niezwykle istotna jest też archiwizacja zdjęć i ich odpowiedni opis poprzez słowa kluczowe, by po kilku latach nie zastanawiać się, co i kogo uwieczniliśmy na danym ujęciu.

Muzeum w Kadrze 1456 Roman Luka grypsGryps, w którym Roman Łuka, więzień Pawiaka żegna się w nim z żoną i rodziną - został rozstrzelany kilka dni po jego napisaniu, 14. grudnia 1943 roku. Zastosowałem teleobiektyw i małą głębię ostrości, by zaakcentować pierwsze słowa listu. Autor zdjęcia: Adam Kliczek

Potem przeszliśmy do sedna tego warsztatu, czyli fotografowania wnętrza Muzeum. Obiekt ten istnieje od 10 lat i rocznie odwiedza go ok. 500 tysięcy ludzi - to daje ok. 5 milionów dotychczasowych odwiedzin. Prawdopodobnie 90% tych ludzi robiło fotografie - więc można założyć, że Muzeum zostało już udokumentowane na wszelkie możliwe sposoby. Cała sztuka polega więc na tym, żeby uwiecznić ten obiekt w sposób oryginalny, jak nie zrobił tego jeszcze nikt wcześniej. "Pokażcie, jak wy je widzicie, jak odczuwacie. Możecie fotografować ludzi, bliki, odblaski na ziemi, fragmenty albo całość, Postarajcie się, żeby było inaczej, niż ci, którzy do tej pory tam »pstrykali«. Bo chodzi o to, żeby mieć pomysł na fotografowanie." - powiedział pan Furman i przytoczył historię o wybitnym fotografie sportowym, Leszku Fidusiewiczu:

"Otóż pewnego dnia Leszek Fidusiewicz dostał zlecenie sfotografowania mistrzostw polski w... szachach kobiet. I jak zrobić z tego fotoreportaż? On miał pomysł. Zrobił jedną fotografię, która pokazuje umiejscowienie, co to w ogóle jest - że to gra w szachy. A potem zaczął robić... zdjęcia nóg zawodniczek. Okazało się, że jest wiele różnych kombinacji, każda z nich trzymała nogi inaczej. To coś, czego normalny człowiek oglądający zawody szachowe nie widzi. I choć może nie był to fotoreportaż zapierający dech w piersiach, to został zrobiony z pomysłem i pokazał zupełnie inną stronę tego wydarzenia. I to samo musicie zrobić państwo w Muzeum. To szalenie trudne miejsce, ja sam łamię na nim zęby od 8 lat. Ale nie wszystkie złamałem. ;)"

Po wykładzie udaliśmy się do pana Łukasza Jędrzejewicza z firmy Sigma Pro Centrum i każdy uczestnik miał możliwość wypożyczenia obiektywu. Był szeroki wachlarz "szkieł" do aparatów Nikon i Canon, natomiast jeśli chodzi o bagnet Sony E, do wyboru miałem tylko obiektyw Sigma 30mm f/2.8. Wziąłem bez zastanawiania. ;)

Muzeum w Kadrze 1489Próbowałem sfotografować w jakiś oryginalny sposób komunistyczny sierp i młot. Nagle w tle zauważyłem panią, która trzymała w ręku biały arkusz papieru. Odbite czerwone światło w pewnej chwili zamieniło go we flagę Polski. Powstał ciekawy element dodający fotografii wieloznaczności. Autor zdjęcia: Adam Kliczek

Generalnie nie doczytałem, że pierwsze zajęcia będą dotyczyć fotografowania wnętrza muzeum i zabrałem ze sobą tylko małego bezlusterkowca Sony NEX-3N. Wchodząc do słabo oświetlonego pomieszczenia zacząłem się trochę obawiać, jak dam sobie tam radę - nie miałem statywu, zabrałem jedynie ciemne kitowe obiektywy Sony E 16-50mm f/3.5-5.6 i 55-210mm f/4.5-5.6, a dodatkowo brak wizjera będzie utrudniał stabilizowanie aparatu przy długich czasach naświetlania. No ale po chwili przypomniało mi się, że pan Zbigniew opowiadał o swoim koledze ze ZPAFu, który fotografuje przy pomocy... puszki po Coca-Coli. Postanowiłem więc zaryzykować. ;)

Swoją przygodę z fotografią zacząłem w roku 2010 od robienia zdjęć, które zamieszczałem w Wikipedii. To była raczej rzemieślnicza robota - miał być poprawnie naświetlony kadr z wyraźnie ujętym obiektem. Mimo, że przez kilka lat moje umiejętności i wrażliwość fotograficzna rozwijały się, muzea zawsze traktowałem jako miejsca do wykonania zdjęć typowo dokumentacyjnych.

Tym razem postanowiłem to zrobić zupełnie inaczej. Przestałem przejmować się szumem przy wysokich czułościach, albo tym, że przez długi czas naświetlania zdjęcia mogą być rozmazane. Eksperymentowałem z głębią ostrości, odbiciami, nietypową perspektywą. I co najważniejsze, włączałem w kadr ludzi, których obecność w przestrzeni Muzeum jest równie ważna jak same eksponaty. W ten sposób w ciągu 1,5 godziny udało mi się zrobić wiele ciekawych i nietypowych fotografii.

Jeśli chodzi o aparat NEX-3N, to mimo że jest to najbardziej podstawowy bezlusterkowiec firmy Sony, moje obawy okazały się niepotrzebne. Ze względu na niewielkie rozmiary, nie zwracał uwagi odwiedzających, mogłem więc fotografować nie zaburzając ich interakcji z przestrzenią Muzeum. Odchylany ekran pomagał robić zdjęcia z nietypowej perspektywy. Układ autofocusa oparty na detekcji kontrastu sprawdził się całkiem nieźle i tylko w przypadku zdjęć w kanałach musiałem przejść na ręczne ostrzenie - przydatna okazały się wtedy funkcja peakingu i automatyczne powiększanie fragmentu kadru po lekkim obróceniu pierścienia ostrości.

x Exposure Plot analizaNa powyższym wykresie widać analizę parametrów zdjęć, które zamieściłem w galerii. Czytałem kiedyś, że stosując obiektyw typu zoom, to w większości używamy jego skrajnych pozycji. W moim przypadku sprawdziło się to książkowo - dominujące ogniskowe to 16 i 50 mm. ;) Jeśli chodzi o czułość, to ze względu na słabe oświetlenie korzystałem głównie z ISO 3200, ale duża matryca APS-C w aparacie NEX-3N radziła sobie z tym bardzo dobrze i na zdjęciach nie widać zbyt wiele szumów. Kitowe obiektywy nie dają dużego pola do manewru jeśli chodzi o głębię ostrości, stosowałem więc w pełni otwartą przysłonę, by wpuścić na matrycę jak najwięcej światła. Natomiast gdy chciałem osiągnąć małą głębię ostrości, korzystałem z dłuższych ogniskowych. Najdłuższy czas naświetlania wystąpił w przypadku zdjęć w kanałach i wynosił 1/5 sekundy. Wykresy zostały wykonane darmowym  programem ExposurePlot.

Trochę przeszkadzała natomiast mała liczba przycisków na tylnej ściance korpusu, co wymuszało częste zaglądanie do menu. Również ustawianie punktu, w którym ma być ustawiana ostrość, nie jest najwygodniejsze. Trzeba mieć też na uwadze, że jakość wyświetlacza tego aparatu nie jest najwyższej klasy. Ja zdążyłem już do tego przywyknąć i zawsze miło się zaskakuję oglądając zdjęcia na komputerze, bo wyglądają dużo lepiej niż na małym ekraniku. ;)

Na początku korzystałem z obiektywu Sigma 30 mm f/2.8, bo jego względnie duża jasność pozwalała używać mniejszych czułości w aparacie. Szybko jednak stwierdziłem, że nie jest to najlepsza ogniskowa do wnętrz, a zysk światła rzędu jednego stopnia przysłony nie rekompensuje swobody posługiwania się zoomem. Może sprawa wyglądałaby inaczej, gdyby maksymalny otwór wynosił 1.4 lub chociaż 1.8. W tym wypadku jednak wolałem wrócić do obiektywu kitowego.

Warsztat "Muzeum w Kadrze: czyli fotografuj, nie pstrykaj" był dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem i pozwolił spojrzeć na robienie zdjęć z zupełnie innej strony. Każdy z uczestników ma teraz wybrać maksymalnie 15 zdjęć, które będziemy omawiać na następnych zajęciach pod koniec kwietnia - nie mogę się już doczekać. :) Wtedy dla odmiany zabiorę ze sobą aparat Sony A77, bo wybór obiektywów firmy Sigma dla bagnetu A jest dużo większy. Mam ochotę wypróbować obiektyw Sigma 18-35 mm f/1.8, który byłby idealny do fotografowania koncertów w małych klubach - może uda mi się go wypożyczyć do dłuższych testów. :)

Tymczasem zapraszam do obejrzenia galerii, w której znajdziecie piętnastkę moich zdjęć z Muzeum Powstania Warszawskiego.

Zapisz się na newsletter, a otrzymasz za darmo ebook "10 sposobów na robienie lepszych zdjęć".
Please wait

Reklama